yasabel blog

Twój nowy blog

Długo nie mogłam się zebrać, aby coś tu naskrobać – głównie ze względu na nawał pracy i nadrabiane zaległości w życiu towarzyskim.
Wakacje wspaniałe! Chociaż sam Egipt nie powalił na kolana (jest szary i zakurzony), nurkowanie w Morzu Czerwonym wynagrodziło wszystkie niedogodności. Ryby cudne, kolorowe, wielkie, bajka! Nie spodziewałam się, że tam na serio tak jest. Tyle kolorów podmorskiego swiata, że oczopląsu można dostać. Bardzo podobało mi się, gdy podczas snorkelingu ryby wpływały pod ciało (mega łaskotały brzuch!) szukając cienia.
Jedzenie – rewelacja! Kuchnia hotelowa spisała się świetnie. Tak pysznych mięs dawno nie jadłam. Pewnie to zasługa przypraw, ale wybór dań był ogromny – od kuchni śródziemnomorskiej, poprzez francuską, a na egipskiej kończąc. Owoce  morza niesamowite, pyszne i świeże. A makarony! uh! W restauracji było specjalnie wydzielone miejsce, gdzie kucharz przygotowywał na bieżąco pasty, wystarczyło wybrać składniki. Ciasta też smaczne, ale jedzenie codziennie różnych tortów potrafi zmęczyć.

Potrzebowałam takiego luzu. Było super!

PS. Zapraszam na fotobloga, gdzie pojawiła się pierwsza porcja zdjęć.
Więcej napiszę, jak szef zniknie ;)

Moje hasło tygodnia: byle do środy. Za 4 dni urlop. Będę wygrzewać się na piaszczystej plaży, pić kolorowe drinki, jeżdźić na kamelu, robić mnóstwo zdjęć i pływac, pływać, pływać!!! Wczoraj z P. zrobilismy wszystkie zakupy, w weekend pranie, prasowanie i przygotowania do wyjazdu. Tak bardzo się cieszę. 15 pełnych dni w Egipcie!
Wiem co na 100% zrobię – popływam z delfinami i rekinami! bez dwóch zdań! To postanowione. Tak jak nurkowanie w Morzu Czerwonym.
Będzie cudownie!

Zabiegany dzień w pracy, ale nie na tyle, aby nie mieć czasu na szybką kawę i któtki wpis. Czekam na wakacje, och, jak bardzo czekam. Tym bardziej, że pogoda ostatnio mnie nie rozpieszcza. Jest zdecydowanie za mało słońca. Chcialabym aby było mega słonecznie, jasno i ciepło. A na wakacjach – nurkowanie, plażowanie, kolorowe drinki, pyszne jedzenie i hulańce na plaży do białego rana. Może nawet z delfinami popływam (a w wersji ekstremalnej z rekinami).
Eh, wracam do kawy i dokumentów, pozdrawiam z Londynu.


Fala upałów zalewa miasto, więc sukienki i bluzeczki przyklejają się do uroczych niewieścich ciał, powodując rozmarzenie na męskich twarzach i tęskne spojrzenia z kusymi spódniczkami. Poranki są duszne, południa gorące, wieczory długie, a noce namiętne.

Moje życie wypełniło się zapachem piwonii i piżma, rozmowami z P. o przyszłości i spełniającymi marzeniami.

Salom!

7 komentarzy

O rodzinnym spędzie dawno już zapomniałam, jakoś przeżyłam, choć było nudno. Niby wszyscy mili, wszystko niby ok, ale ja nie lubie kurtuazyjnych rozmów przy karkówce (choć przepyszna była) o ludziach, których nawet nie znam. Tak więc podsumowując: było nijak. W sumie to nawet dobrze, bo nikt mnie o nic nie pytał itp, więc mogłam spokojnie siedzieć i zachwalać talent kulinarny gospodyni.
Spęd spędem, a ja mam nowe rewelacje! Jedziemy z P. do Egiptu na boskie 15 dni pod palmami z kolorowym drinkiem w ręku, nad brzegiem morza (lub basenu)! Jestem bardzo podekscytowana wyjazdem i niezmiernie się cieszę. Bikini już mam (maga seksi ;) ), sukienki sukieneczki, spódniczki, kilka par okularów i kapelusze też. Brakuje tylko drobiazgów (np kremu do opalania). Chciałabym kupić lepsze szkło do zdjęć, jednak jak się nie uda to płakać nie będę. Zamierzam nurkować, jeźdźić quadem po pustyni, pływać statkiem po Nilu, palić sziszę i trząść biodrami w rytm dźwięków darbuki.
Także za niecały miesiąc pakuję walizkę i śmigam na lotnisko, by po czterech godzinach relaksować się nad Morzem Czerwonym!

PS. Nikt mnie nie porwie i nie shandluje za stado wielbłądów, bo nie jestem blondynką.
PPS. Mama P. chciałaby abyśmy wrócili w trójkę. Myślicie, że chce aby jej wielblądziątko przywieźć? ;)

A to się pochwalę nieco! Tłumaczenie kolejne się ukazało! (Tzn. w druku jest jeszcze, ale wyjdzie!) Moje! Ha! Czuję się niczym wielki tłumacz i znawca, lub co najmniej laureat prestiżowej nagrody literackiej!
Wypinam pierś dumna jak paw, a na półkę dokładam kolejną książkę. Za paredziesiąt lat będę się chwalić wnukom ;) ‚Zobacz wnusiu, te książki, o tutaj, to babcia tłumaczyła. Widzisz? Tu jest babci nazwisko’.
Chętnym podeślę linka do wersji elektronicznej :)

Poza tym, kupiłam niezykle seksowny kostium kąpielowy. Biały, śliczny, piękny, zmysłowy itp. Bo my z P. już się na wakacje szykujemy. Oby do 1 sierpnia… A potem dwa tygodnie pod palmą sącząc kolorowe drinki :) Nawet z tej okazji walizkę sobie kupiłam. No bo co z tego, że mam już trzy, skoro żadna z nich nie jest odpowiednia ;) Albo są za małe, albo za duże.

A jutro chrzest ognia – obiad rodzinny u P. Rodziców znam, rodzieństwo też, ale ma być reszta familii, więc stresik jest. Poczytam sobie post Alkithilien, aby dodać sobie odwagi. Nie lubię spędów rodzinnych. Nie lubię yorków. I dzieci też nie lubię. A jutro wszytsko to będzie… Kumulacja! ;)

I&P

3 komentarzy

Dziś zdjęciowo – brak weny by pisać.

Oto my.
I niebo odbite w okularach.

 darmowy hosting obrazków

Pachnące cappuccino na spadające ciśnienie, a ciastko na utrzymanie humoru.
Koński ogon, aby włosy nie przeszkadzały i czerwone paznokcie, bo ładnie wyglądają na tle czarnej klawiatury.
W pracy szum i poruszenie – ma być nowy projekt.
Czekamy relaksując się przy kawie i plotkach.
Póki co jest spokój, lecz gdy ruszy – znów nie będzie wiadomo w co ręce włożyć.
Jak zawsze.

Let’s start the show!

Piątek!

3 komentarzy

Piątek, piąteczek, piątunio! Caluśki tydzień na to czekałam. Nastał nareszcie, plany na weekend mam przebogate (na dzisiejszą przerwę lunchową też bogate plany są – pesto będzie grane)! Niecierpliwie odliczam ile jeszcze do końca.
I nawet brzydka pogoda nie jest w stanie mnie zniechęcić czy zasmucić – jestem radona i mam świetny humor. A do rozwalonego palca już się przyzwyczaiłam – po prostu nie używam go. Co prawda jest cały spuchnięty i boli przy zginaniu, ale bywało gorzej :)
Kabaczek dziś ma dzień pieska – czekają na niego smakołyki. Tydzień kończy się dobrze, a nawet bardzo dobrze. I tak ma być!

Z chęcią bym coś napisała, jakiś długi i ciekawy (lub i nie) post. Lecz kiedy ja mam chęć, los spłatał mi figla. Jak nie oko, to palec. W dodatku wskazujący u prawej ręki. Piszę więc lewą, pomagając sobie małym palcem u prawej.
A chory palec? Ot, tak nieszczęślie zgnieciony został, że skóra nie wytrzymała i pękła. Jak balon, kiedy go się zbyt ściśnie.
Eh… a podobno sport to zdrowie.


  • RSS